Na kolumbijskich placach

Kolejna dni spędziliśmy podróżując z miasteczka do miasteczka, delektując się Kolumbią spokojną, wyciszoną, a czasami nawet bajkową. Z każdym kolejnym przystankiem zmieniał się klimat, robiło się coraz cieplej, co było niepodważalnym dowodem, że przemieszczamy się w kierunku gorącego Morze Karaibskiego.

Wieczory spędzaliśmy najczęściej na głównym placu, który każdorazowo wydawał się ulubionym miejscem miejscowych na spędzanie czasu.

Es Colombia

Zdezelowany bus jechał szybko, przechylając się mocno raz w jedną, raz w drugą stronę. Było wcześnie rano, ale już powietrze, które wpadało przez okna bez szyb ogrzewało nam twarze. Wszędzie unosił się słodki i gorący zapach bananowców bujnie porastających okoliczne wzgórza, dojrzałych papai i przydrożnych kwiatów.