Isla Isabela

13 listopada 2011

Po wielogodzinnych rozważaniach, kilkunastu zmianach decyzji i rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw zdecydowaliśmy się polecieć na Galapagos. Wiele osób z tego rezygnuje z uwagi na koszty (które ostatecznie okazały się nie aż takie duże, jak je pisano), ale my zdecydowaliśmy, że jak już jesteśmy w tej części świata, to trzeba te wielkie żółwie zobaczyć.
Spędziliśmy cały dzień w Guayaquilu szukając namiotu, który kupiliśmy ostatecznie na terminalu tuż przed wylotem. Dolecieliśmy na główną wyspę archipelagu – Santa Cruz, ale z uwagi na marną pogodę, szybko popłynęliśmy na inną – Isabelę. To największa z wysp Galapagos, jednak niemal całą jej powierzchnię zajmuje park narodowy. Jest tam tylko jedno, senne miasteczko z niewielkim portem, piekarnią, knajpkami i nieczynnym barem przy plaży, gdzie rozstawiliśmy namiot.
Wszędzie chodzą ogromne iguany, które najchętniej leżały by cały czas na słońcu, ale ci paskudni ludzie im przeszkadzają. Foki (a właściwie lwy morskie) okupują wszystkie tereny w pobliżu wody, czasem blokując przejście dla ludzi. Wystarczy wyjść kawałek za miasto, żeby spotkać żyjące w lesie żółwie.
W pobliżu miasteczka znajdują się lawowe wysepki Tintoreras, gdzie można wybrać się na wycieczkę ponurkować, obejrzeć jeszcze więcej iguan i zobaczyć dziesiątki najprawdziwszych rekinów, które z pełnymi brzuchami przypływają tu odpocząć.


Polecane wpisy

2 komentarzy

Karolina 10 kwietnia 2016 at 22:50

Musieliśmy przełożyć naszą wycieczkę na Galapagos o kilka tygodni, bo w Guayaquil 5 godzin przed wylotem Michał poślizgnął się w łazience … i ma gips, na szczęście tylko 2 tygodnie. Termin kolejnego wylotu się zbliża i znowu oglądamy Wasze wpisy i zdjęcia, znowu planujemy :) Pozdrawiamy!

Odpowiedz
lbt 11 kwietnia 2016 at 15:57

Zawsze w takich sytuacjach sobie mówimy, że pewnie tak się stało, żeby nie stało się coś gorszego. Szybkiego powrotu do zdrowia :)

Odpowiedz

Dodaj komentarz