Gdzie się podział nasz szlak? Durmitor

25 lipiec 2014

To właśnie góry Durmitor, a właściwie nieprzerwane deszcze w nich, skłoniły nas do zmiany pierwotnego planu wyjazdu. Zmiana wyszła nam na dobre, gdy dojechaliśmy do Žabljaka pogoda była piękna.Žabljak to niewielkie miasteczko, takie czarnogórskie Zakopane. W „centrum” jest supermarket, budka z informacją turystyczną, gdzie pani wysyła turystów do następnej budki, żeby kupili mapę parku narodowego, dookoła kwatery i parę restauracji.

Nie wiadomo dlaczego, ale każdy szanujący się turysta nie korzysta z kwater noclegowych, tylko bez wahania kieruje swe kroki na jedno z kilku pól namiotowych. Jako, że my też się szanujemy, udaliśmy się na jedno z nich – pole namiotowe Ivan Do położone nieopodal jeziora Czarnego (Crno). Camping raczej skromny, ale za to tani i z widokiem (nie liczcie jednak na nieskromny i drogi w okolicy). Jest kuchenka gazowa, jest kran z wodą, są toalety i prysznice, a dzięki długim do nich kolejkom można zyskać nowych znajomych. W fontannie zrobionej z niewiadomo-czego i węża ogrodowego chłodzi się skrzynka piwa z przywieszoną tabliczką z ceną. Obsługę campingu stanowi człowiek przypominający czarny charakter ze smerfów. Dopiero po dłuższym czasie spostrzegliśmy, że jest ich dwóch – Gargamel i jego brat bliźniak .

Pierwszą górą, na jaką chcieliśmy wejść był Mali Medjed (2170m). Minęliśmy jezioro Czarne i wspinaliśmy się początkowo przez las, który później się przerzedzał, by w końcu ustąpić miejsca krzaczkom i mniejszym roślinom (opis dla osób, które nigdy gór nie widziały). Doszliśmy do przełęczy Struga i wybraliśmy jedną z dwóch opcji dojścia na szczyt. Podejście było strome, na prawdę, a szlak oznaczany oszczędnie. Wspinaliśmy się jednak dzielnie, wszak zdobywaliśmy szczyt! Weszliśmy niemal pod samą górę, już byliśmy w ogródku, już witaliśmy się z gąską, ale… ale gdzie się podział nasz szlak? Tu jest znak, a dalej… dziura. Choć niektórzy posądzają nas o brak rozsądku i instynktu samozachowawczego, to wcale tak nie jest. Wycofaliśmy się, powoli schodząc z tego stromego zbocza, na które przed chwilą z mozołem się wdrapaliśmy. Zdecydowaliśmy, że spróbujemy wejścia drugim szlakiem. Udało nam się pokonać podobną stromą ścianę i doszliśmy do ścieżki prowadzącej przy pionowych skałach. Szliśmy więc ścieżką szerokości jednej stopy, mając z jednej strony pionową skałę, a z drugiej niemal pionowe zbocze. W tym miejscu Muchacho wykrzyczał nas od nieodpowiedzialnych, że on to już się wcale nie dziwi, że ostatni raz idzie z nami w góry (następnego dnia poszedł) i inne takie. Potem zamilkł. Jakiś czas szliśmy jeszcze, z duszą na ramieniu (z duszami na ramionach?), aż doszliśmy do miejsca, w którym poprzednią konfigurację terenu zajęła nowa, w której zabrakło środkowego i jakże kluczowego elementu – ścieżki.
Wróciliśmy na tarczy…
Mięczakami raczej nie jesteśmy, nie takie podejścia udało nam się pokonać (Laguna Churup), ale to w jakim stanie był szlak (lub w jakim stanie go nie było) nie pozwalało kontynuować wędrówki przy odrobinie rozsądku. Ludzie tymi szlakami chodzą, czytaliśmy opisy na blogach, więc być może była to wina deszczu, który padał przez dwa tygodnie aż do dnia naszego przybycia.

Kolejnego dnia stwierdziliśmy, że szczytów to zdobywać jednak nie musimy i po prostu sobie trochę pochodzimy. Wybraliśmy dolinę Urdeni Do, do której trzeba dojechać samochodem przez wspaniałe serpentyny, z których roztaczają się równie wspaniałe widoki. Wejście w górę doliny nie niosło ze sobą tylu emocji, co dzień poprzedni. Było po prostu pięknie, sielsko, malowniczo. Weszliśmy na pierwszą przełęcz i tam zatrzymaliśmy się na dłużej. Widok na góry zapierał dech. Mi zaparł do tego stopnia, że postanowiłem trzymać się bliżej ziemi niż zwykle (czyli nie wstawać) i krzyczałem na wszystkich, którzy to robili. W odpowiedzi na to, oni zaczęli sobie robić „skaczące zdjęcia z widokiem”…

Durmitor, Czarnogóra (13) Durmitor, Czarnogóra (17) Durmitor, Czarnogóra (16) Durmitor, Czarnogóra (15)

Brak komentarzy
0

Polecane wpisy

Dodaj komentarz