Fuerteventura, część 1

11 maja 2016

W Polsce zimno i ciemno, więc tradycyjnie postanowiliśmy choć kawałek zimy przeżyć w ciepłych krajach.

Miało być inaczej niż zwykle. Po wyjątkowo intensywnym czasie w Polsce chcieliśmy tylko odpocząć i w spokoju pozbierać myśli i siebie. Zarezerwowany nocleg, ogarnięte jedzenie. Żadnego spania w samochodzie i supermarketów.

Ledwo wyjechaliśmy z lotniska, zobaczyliśmy fale roztrzaskujące się o skalisty brzeg, kawałek dalej stożki wulkanów. Wszędzie otaczała nas kolorowa pustynia i niezwykle sielska atmosfera. Tyle więc było z naszych planów. Choć baza hotelowa została (co wyszło nam na dobre!), to wyjazd przybrał formę typowego dla nas road trip’a.

Nie wiem, czy spowodowała to wielkość wyspy, czy nasze uwielbienie morza, ale czegokolwiek nie planowaliśmy i tak kończyliśmy spędzając czas na plażach i w rybackich wioskach. I tak chyba zapamiętamy Fuerteventurę – miejsca trochę na uboczu, gdzie nie dotarł przemysł turystyczny na wielką skalę, i które odwiedzają tylko hipisi i surferzy nie chciejący niczego w nich ani w sobie zmieniać.

     INFORMACJE PRAKTYCZNE: Na Fuerteventurę najłatwiej dostać się samolotem (Ryanair z Modlina lub loty czarterowe z biur podróży). Lot trwa około 5,5 godziny.

Nocowaliśmy w Origo Mare, dużym hotelu stworzonym w formie miasteczka – goście mieszkają w domach, a nie w typowych pokojach. W każdym domku jest kuchnia, taras itp. Wifi darmowe, dostępne w części wspólnej hotelu (recepcja, restauracja, siłownia itp.). Hotel znajduje się na samej północy wyspy, kilka kilometrów od Lajares. Jeżeli chcecie zwiedzać wyspę, dobrym pomysłem będzie wypożyczenie samochodu. Miejsce gorąco polecamy i dziękujemy za zaproszenie.

Po wyspie najwygodniej poruszać się samochodem. Ceny zaczynają się od 30-35€ za dobę. Trzeba zwrócić uwagę na to, że chyba wszystkie wypożyczalnie nie pozwalają na jeżdżenie po drogach nieasfaltowych (nie obowiązuje ubezpieczenie). My jeździliśmy autem (nowy, ładny VW Polo) z polskiej wypożyczalni Fuerte Turismo, polecamy. Paliwo kosztuje około 0,75€ za litr. 

Proces wytwarzania sera oglądaliśmy w La Quesería Villa koło Betancurii. Punkt widokowy ze zdjęć z szerokim widokiem to Mirador De Morro Velosa (miejsce pełne zorganizowanych wycieczek, ale widok przedni). Surferski koncert i cowieczorna imprezka w barze Canela w Lajares.

Polecane wpisy

4 komentarzy

Justa 11 maja 2016 at 22:07

Jak zwykle, jest klimat ;-) Fuerta wietrzna, a góry księzycowe, pięknie!

Odpowiedz
Paulina 13 maja 2016 at 02:10

Fuerta! <3 Widzę, że kamper Waltera White'a wciąż stoi nienaruszony ;-)) hihi
Jak wypożyczałam autko – opcję jeżdżenia po drogach nieasfaltowych mieliśmy w naszym "extra" dodatkowym ubezpieczeniu (które w sumie kupiliśmy ze względu na brak odpowiedniej sumy na depozyt, ot co ;-)) ) – a warto, choćby by dostać się do Cofete
Czekam na część drugą!

Odpowiedz
lbt 13 maja 2016 at 14:20

My jeździliśmy dwoma samochodami. Najpierw z Fuerte Turismo – po znajomości, więc grzecznie trzymaliśmy się asfaltu, później wypożyczyliśmy auto z wypożyczalni w Origo Mare i o tym, że nie mamy ubezpieczenie poza asfaltem dowiedzieliśmy się po powrocie, gdy spojrzeliśmy, co mamy wpisane w kontrakcie ;)

Odpowiedz
Michał Halicki 14 sierpnia 2016 at 21:00

Dużo zdjęć, a mało opisów – i tak właśnie lubię – super blog -zaczynam śledzić – polecam odwiedzić też mój http://zyciejakwmadrycieblog.wordpress.com/ – ogolnie o hiszpanii

Odpowiedz

Dodaj komentarz