Welcome to my country

19 lipiec 2012

Dotarliśmy do granicy. Najpierw musieliśmy kawał przejść na pieszo, w końcu to bardzo poważna przeprawa i przekraczający powinien sobie zdać z tego sprawę. Z Turcji wypuścili nas bez problemu, a później w trybie vip zostaliśmy wpuszczeni do Iranu. Tryb vip polega na tym, że cała ekipa z foliowymi zawiniątkami przewalanymi z jednego kąta w drugi musi się rozejść, a my przechodzimy przed nich w kolejkę. Później „students?”, „Poland?” no i tyle. Żadnego sprawdzania, żadnych dziwnych pytań.
Jesteśmy więc w Iranie. Co teraz? Powiedzieli nam, że dojazd do Tabriz kosztowałby nas 50 dolarów. Co to to nie – idziemy pieszo ;) Ustawiliśmy się na wylotówce i druga ciężarówka zaraz nas podrzuciła do pierwszej miejscowości. Kierowca – chyba Irańczyk – nie znał pojęcia „bariera językowa”. Porozumiewał się z nami w czterech językach jednocześnie – niemieckim, angielskim, rosyjskim i polskim. Powiedział, że „maluczki grad” i „krasna żona” i pożegnaliśmy się z nim.

Kolejna ciężarówka zawiozła nas już do samego Tabriz (w międzyczasie była cztery razy kontrolowana przez policję). Ostatecznie jak już nam się wydawało, że minęliśmy cały Tabriz zapytaliśmy się, czy może by nas nie wysadził w jakimś fajnym miejscu. No i nas wysadził. Tam gdzie pytaliśmy.
Na stacji benzynowej moją misją było dowiedzenie się jak dojechać do centrum. Misja zakończyła się sukcesem przy pierwszym zapytanym człowieku, który nie potrafiąc mi wytłumaczyć po angielsku gdzie jechać postanowił nas tam podrzucić. Podwiózł nas pod dworzec autobusów miejskich, wręczył karnet biletów (!) i dał swój numer telefonu jak byśmy czegoś potrzebowali.
Do autobusu wsiedliśmy przednimi drzwiami (dla panów) i tylnymi drzwiami (dla pań). Spotkaliśmy się w połowie.

Z przodu, z tyłu, z boku… otaczali nas sami uśmiechnięci ludzie a zdanie „hello, how are you, welcome to my country” było najczęstszym co słyszeliśmy. Gdy wysiedliśmy zaraz ktoś nas zaprowadził do centrum, ktoś na zupę, ktoś wręczył kartę telefoniczną gdy potrzebowaliśmy zadzwonić. Wszyscy życzliwi i autentycznie zainteresowani nami i naszym krajem.
Skontaktowaliśmy się z Mohamadem, który zaoferował nam pomoc w znalezieniu hotelu. Spotkanie skończyło się zaproszeniem na rodzinne przyjęcie i noclegiem w domu jego siostry.

Błękitny Meczet

Meczet Piątkowy

Brak komentarzy
1

Polecane wpisy

Dodaj komentarz