Norwegia w strugach deszczu

30 września 2015

Występują:
Muchacho – już znany wiernym czytelnikom bloga,
Pink Power – nowa żona Muchacha. Niezły kamuflaż Pink Power! I tak pamiętamy Woodstock!
Luiza i Bartek – polscy blogerzy, którzy piszą o podróżach, ale rzadko i trochę od czapy.

Miejsce akcji: Lotnisko w Bergen
Bohaterowie rozpoczynają wycieczkę zwaną żartobliwie i na cześć spotkanej na campingu w Durmitorze wyprawy: Norway Pasztet Expedition.
Nazwa wypożyczalni, w której mają zarezerwowany samochów budzi zdziwienie nawet w informacji lotniskowej. Okazuje się jednak, że „Rent a Wreck” to nazwa prawdziwa i samochodem w odpowiednim stanie odbiera ich z lotniska starszy pan. Samochód to kilkuletnia Corsa, dla przyjaciół Opel.
 – Pewnie chcecie jechać na Trolltungę? – pyta starszy pan.
 – Tak, ale nie wiemy, czy pogoda pozwoli nam wejść na górę… A właściwie, to jak tam możemy dojechać? – odpowiadają grzecznie i wykorzystują sytuację do pozyskania informacji.
 – Powinniście pojechać drogą 39, a potem… Nie. To nie jest 39. Musicie jechać drogą 16 i potem promem. Nie, to chyba nie była 16…
 – Mhm…
 – Wiecie co, weźcie nawigację.
Od tamtego czasu bohaterom towarzyszy Krzysztof Hołowczyc Bård Ylvisåker (albo jakiś inny Norweg).
Miejsce akcji: Opel na szosie
Bohaterowie biją się z myślami. Zadają sobie pytania. Czy ma sens jechać na Trolltungę skoro cały czas ma padać deszcz? A może pojechać tam? Ale tam też pada deszcz! Wszędzie pada deszcz…
Z braku możliwości wyboru warunków pogodowych decydują się pojechać w stronę Trolltungi i zobaczyć co przyniesie los. Zatrzymują się w malowniczych miejscach, o które w tej krainie łatwiej niż o miejsca niemalownicze.
Miejsce akcji: Wodospad Steindalsfossen
Bohaterowie zatrzymują się przy unikalnym(?) wodospadzie Steindalsfossen, za który można wejść i podziwiać go od środka. Spomiędzy chmur przebijają fragmenty błękitu co wprawia wszystkich w dobry humor.
Pracownica informacji turystycznej nie pozostawia złudzeń: Możecie wejść na Trolltungę, ale gorzej może być z powrotem. Mając w perspektywie szansę spędzenia reszty życia (krótkiej raczej) na Trolltundze decydują się wypić kawę z automatu (która staje się stałym elementem diety pasażerów statku kosmicznego Opla) i zobaczyć co przyniesie los.
Miejsce akcji: Prom Tørvikbygd – Jondal
Bohaterowie płyną promem przez Hardangerfjord. Niebo rozświetlają niezliczone tęcze.
Brakuje jednorożców.
Miejsce akcji: Hardangerfjord
Bohaterowie objeżdżają fiord samochodem drogą turystyczną numer 550. Niezapomniane widoki sprawiają, że cieszą się z decyzji o zrezygnowaniu z przejazdu tunelem, co miało skrócić trasę. Zatrzymują się na każdym możliwym przystanku, by w zadumie podziwiać piękno krajobrazu.
Ich ulubionym przystankiem jest supermarket Spar. Jeden stolik jest pod dachem, dzięki temu akurat stąd nie muszą uciekać po nagłym oberwaniu chmury.
Dzień ma się ku końcowi. Mijają płatny camping, by przez kolejne kilkanaście kilometrów słuchać, że zdaniem Muchacho jest to najpiękniejsze miejsce na świecie i na pewno nie znajdą miejsca na nocleg na dziko. Znajdują miejsca na nocleg na dziko, z widokiem na fiord i setkami ślimaków bezskorupkowych.
Miejsce akcji: Lodowiec Folgefonna
Bohaterowie trafiają na okno pogodowe i wybierają się w góry. Planują dojść do czoła lodowca Folgefonna. Pogoda jest całkiem dobra, ale w wyniku dużych opadów poprzedzających eskapadę cały szlak zamienił się w potok. Na szczęście bohaterowie mają dobre buty i nie zrażeni pną się ku górze. Na szlaku pojawiają się liny, dzięki którym można pokonać strome fragmenty trasy. Gdy Muchacho idzie pierwszy, wciąga liny za sobą, tak aby nikt inny z nich nie skorzystał.
Odcinek prowadzący przy wezbranej rzece jest szczególnie trudny. Wędrowcy osłaniają się od wody, która porwana przez wiatr z wodospadu moczy ich kurtki z membranami (lub bez, zależy czyja).
Niestrudzeni odkrywcy docierają na górę, by poczuć chłód lodowca Folgefonna. Uczucie temu towarzyszące wynagradza trudy wędrówki.
Jeden ze śmiałków nalewa do butelki wodę spływającą prosto z pokrywy lodowej. „Lodowcówki” nie trzeba chłodzić przed podaniem.
Uwagę bohaterów przykuwa samotna kobieta, która w nieokreślonym celu postanowiła wspiąć się po skałach tuż przy wodospadzie. Po chwili tracą ją z oczu, obawiają się najgorszego. Jako, że Przezorny Zawsze Ubezpieczony obmyślają plan wyłowienia porwanej przez wody wodospadu osoby. Wykonują nawet zdjęcie bohaterskiego Polaka na okładkę norweskiego miesięcznika „Ludzie”. Zdjęcie się nie przyda, po kilku minutach kobieta zeszła o własnych siłach.
Miejsce akcji: Wodospad Låtefossen
Bohaterowie są zmęczeni i zniesmaczeni padającym deszczem do tego stopnia, że nawet taka wodospadowa ekstaza jak wodospad Låtefossen nie robi na nich wrażenia. Resztę dnia spędzają na ławce pod daszkiem supermarketu, a obóz rozbijają na polanie z widokiem na lodowiec, który jest już teraz tak bliski im sercom (i żołądkom).
Miejsce akcji: Hardangerfjord
Po rannym przystanku w Oddzie, podróżni decydują się wracać tą samą drogą, którą przybyli (nie mieli wyboru, inne były zamknięte). Wybrzeże fiordu słynie z upraw owoców, jednak deszcze niespokojne potargały sady. Ławka pod supermarketem Spar w dalszym ciągu opiera się deszczom.
Miejsce akcji: Bergen, stare miasto
Bohaterowie czują się dziwnie. Nie jeden dzień byli na obszarze niemal bezludnym (dokładnie dwa) i czują się nieswojo w tłumie tej kipiącej życiem metropolii. Zauważają, że na ulicach w centrum nie parkują żadne samochody (da się!), że w Norwegii także odbywają się wieczory panieńskie, a także że norweskie przysmaki serwuje grupa Hiszpanów (taka globalizacje fe).

Próbują znaleźć miejsce na nocleg na dziko, ale we wszystkich dobrych lokalizacjach ktoś już wybudował dom. Decydują się na nocleg na lotnisku. Choć ławki są niezwykle komfortowe jak na port lotniczy, dla Muchacha jest to najgorsza noc w życiu.
Hardangerfjord (11) Hardangerfjord (23) Hardangerfjord (24) Hardangerfjord (25) Hardangerfjord (39) Norwegia (9) Folgefonna (11) Folgefonna (12)

INFORMACJE PRAKTYCZNE: Do Bergen można dolecieć bardzo tanio z Gdańska. Za parking przy lotnisku płaciliśmy 40zł za trzy doby, więc przy czterech osobach najbardziej nam się opłacało pojechać na lotnisko samochodem (z Poznania). W Wizzairze wykupiliśmy jeden bagaż rejestrowany na cztery osoby i w jeden wielki worek zapakowaliśmy wszystkie śpiwory, namioty i jedzenie.
Auto zarezerwowaliśmy w wypożyczalni Rent a Wreck, którą polecamy. Nie było najnowsze i nie wszystko działało idealnie, ale było najtańsze, sprawne i jesteśmy zadowoleni. Do tego wsparliśmy lokalną przedsiębiorczość. Z sieciówek najtaniej wychodziło wypożyczenie w Budget. Prom Tørvikbygd – Jondal kosztował około 200 nok w jedną stronę (za auto). Drogę do Oddy można skrócić tunelem (płatnym), ale my polecamy jechać drogą dookoła. Jest to narodowa droga turystyczna z cudownymi widokami. 
Po drodze mijaliśmy kilka campingów, ale spaliśmy dwa razy „na dziko”. Spać można w odległości chyba 100 metrów od zabudowań w miejscach nieogrodzonych i gdzie nikomu nie będziemy przeszkadzać.
Wejście pod czoło lodowca Folgefonna trwa około 3 godziny i rozpoczyna się z parkingu, na który można dojechać po zjechaniu w prawo (jadąc od Oddy) z drogi numer 13 przed jeziorem Sandvevatnet. Trasa nie jest trudna, momentami trochę stroma, ale są liny do pomocy.

Polecane wpisy

10 komentarzy

Szymon | Znajkraj 30 września 2015 at 17:51

Przeglądam zdjęcia, uśmiecham się widząc znane miejsca, świetne kadry, ale gdzieś mi czegoś brakuje… Wiem – nie ma rowerów! I dopiero w ostatnim akapicie… Jak mogliście? Do Norwegii bez rowerów? Bez Wikinga? :-)

Odpowiedz
lbt 2 października 2015 at 13:52

No niestety, Wiking został w domu i płakał ;) A tak na serio to w dwa dni na rowerze byśmy daleko nie zajechali… Najeździliśmy się nim za to tego lata w Poznaniu!

Odpowiedz
Aleksandra | urlopnaetacie.pl 30 września 2015 at 18:12

I wciąż lało?! W mordę! My byliśmy jakieś 3 tygodnie, na przełomie maja i czerwca. Nie lało, ale za to sypało ;) Na Trolltungę też nie weszliśmy, bo śnieg nie pozwolił. Ale nie żałuję, bo malowniczości calutkiej Norwegii rzeczywiście nie brakuje :)

Odpowiedz
lbt 2 października 2015 at 13:53

Wciąż nie, choć najdłuższą przerwą w deszczu była ta, gdy poszliśmy do lodowca. Pogoda co chwilę się zmieniała, słońce deszcz, ulewa. W zamian za to było dużo tęcz!

Odpowiedz
Karolina / OOPS!sidedown 30 września 2015 at 18:24

Ojj, te zdjęcia ze skałami. PIĘKNOŚCI.

Odpowiedz
niesmigielska 2 października 2015 at 17:37

ładnie napisane. wynajęliście dobrze, że wreszcie dopuścileś bartek luizę do pisania! ;d

Odpowiedz
lbt 10 października 2015 at 14:08

Oj Elu, tylko psoty Ci w głowie! Oczywiste jest, że tekst pisałem ja, a zdjęcia robiła Luiza.
Pozdro!

Odpowiedz
Katarzynatuitam 20 października 2015 at 18:45

Cudowne zdjęcia, zachęcają bardzo do odwiedzenia tego kraju, marzą mi się też kraje nordyckie… Może kiedyś :) PS. Podobne nazwy bloga ;)

Odpowiedz
Agnieszka 9 listopada 2015 at 20:50

Wbiję szpoilę i powiem, że gdy my byliśmy w Norwegii to nie padało, a co najważniejsze, nie padało w Bergen ;) Przyjemne zdjecia!

Odpowiedz
Rybak 1 grudnia 2015 at 11:20

Idealne miejsce na połowy ryb. Piękne zdjęcia przypomniały mi się stare czasy jak kiedyś byłem w Norwegii. Jeśli ktoś szuka kontaktu z naturą to idealnie się odnajdzie w tym kraju.

Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Rybak Anuluj